środa, 27 października 2021

Przekroje ziemi.

 Dziś razem z Hubertem uczyliśmy się o warstwach gruntu położonych na sobie. Tłumaczyłam mu na czym polegają odwierty geotechniczne i po co służą. Aby bardziej zobrazować mu jak wygląda przekrój geotechniczny zrobiliśmy czekoladowe kostki. Do nauki użyliśmy czekoladę ciemną, gorzką, czekoladę mleczną, czekoladę białą , niebieski barwnik aby pokazać występowanie wody pod ziemią, posypka obrazowała występowanie kamieni, a mashmallowsy obrazowały występowanie obszarów gliniastych. Hubert stworzył kilka czekoladowych bryłek wlewając do foremek rozpuszczoną czekoladę, włożył również czekoladowe jajka do środka. Następnie foremki włożył na dwie godziny do lodówki. 



Gdy już nasze czekoladowe kostki były gotowe ja ostrożnie je przekroiłam w kilku miejscach i mogliśmy rozpocząć lekcje o rodzajach gruntów i o tym co kryje się pod warstwą ziemi.



To była bardzo słodka lekcja i chyba dlatego tak bardzo podobała się mojemu siedmiolatkowi.

wtorek, 26 października 2021

Londyn.

 W szkole dzieci w tym tygodniu rozpoczęły tydzień wakacji, dlatego wykorzystaliśmy ten czas i umówiliśmy się na wizytę w Polskim Konsulacie aby wyrobić paszporty, ponieważ teraz musimy zacząć ich używać gdy chcemy pojechać do Polski. Na szczęście wizyta trwała niecałą godzinę a potem mieliśmy dużo czasu  na spędzenie miłego dnia w Londynie. Tym razem postanowiliśmy odwiedzić muzeum figur woskowych : Madame Tussauds. Muzeum to zostało założone przez Francuzkę Marię Tussauds, która nauczyła się tworzyć rzeźby z wosku od fizyka Philippe’a Curtiusa u którego pracowała jej mama jako gospodyni. Figury są tworzone z wosku, mają szklane oczy, porcelanowe zęby  i prawdziwe włosy, w efekcie powstają wspaniałe postacie.

Cieszę się, że pojechaliśmy tam teraz, ponieważ moje dzieci znają większość osób przedstawionych w postaciach figur woskowych, dlatego miały dużą radość z robienia sobie z nimi zdjęć. Jeśli ktoś ma ochotę tam pojechać to musi sobie zarezerwować około trzech godzin na spacerowanie między sławami i jak w prawdziwym życiu będą was otaczać tłumy ludzi, którzy będą chcieli zrobić sobie kilka zdjęć, mimo to warto jest poczuć ten dreszczyk emocji stając obok waszego ulubionego aktora, piosenkarza, sportowca, polityka, prezydenta i siadając przy stole aby wypić herbatkę z królową. 











Spacerując ulicami miasta doszliśmy do sklepu M&M’s  dzieci nie pozwoliły nam przejść obok i musieliśmy spędzić w nim trochę czasu. Kupiliśmy trochę kolorowych cukierków i poszliśmy zwiedzać dalej. 



Julia przez ostatni rok w poprzedniej szkole uczyła się języka mandaryńskiego i w tym roku miała jechać z nauczycielką do China Town w Londynie, jednak zmieniła szkołę i niestety w kolejnej nie może kontynuować nauki tego języka. Gdy wyszliśmy ze sklepu M&M’s okazało się, że sąsiaduje on właśnie z tą dzielnicą,  dlatego postanowiliśmy i ją odwiedzić. Weszliśmy do jednej z wielu restauracji, w której spróbowaliśmy pysznej kaczki po Pekińsku oraz przepysznych chińskich pierogów z przeróżnymi farszami- przepyszna uczta. 

   

 

Potem jeszcze dzieci dostały lody w gofrowych, bąbelkowych rożkach na deser.  Moje dzieci mówią, że chciałyby mieszkać w Londynie ze względu na ilość atrakcji, które otaczają tam ludzi i na możliwość korzystania z nich w każdej chwili, ja jednak wolę teraz mieszkać  w mniejszej miejscowości i móc od czasu do czasu jechać tam z wizytą. 


 

Samochód zaparkowaliśmy w pobliżu London Eye, wyjeżdżaliśmy stamtąd godzinę a i tak zajęło nam to bardzo krótko bo mój mąż zeszłym razem wyjeżdżał trzy godziny aby dojechać do autostrady. Po Londynie poruszaliśmy się metrem (kupiliśmy bilet rodzinny na cały dzień) oraz piechotą. To był bardzo miły dzień, do Londynu nie mamy daleko ale jakoś czasu ciągle brak aby tam podjechać. Myślę, że teraz dzieci będą nas tam ciągnęły częściej, musimy się kolejnym razem wybrać do teatru na jakieś ciekawe przedstawienie i odwiedzić ponownie muzea- jednak teraz przed wejściem są gigantyczne kolejki i to trochę mnie odpędza od wizyty w nich, jednak my uwielbiamy muzea i pewnie kolejnym razem odczekamy swoje stojąc w długaśnym wężu przed drzwiami.  

niedziela, 17 października 2021

Początek października.

Minęła połowa października, powoli przyzwyczailiśmy się do rutyny związanej z czasem gdy chodzimy do szkoły. U nas wszystko wróciło do normy. Moje dzieci chodzą do szkoły, którą codziennie zaczynają o 8:40 i kończą o 15:20 w Anglii dzieci odprowadza się  do szkoły i odbiera w tych godzinach, zawsze rodzince czekają przed szkołą w tłumie aż nauczyciel wypuści dzieci, w młodszych klasach dzieci wychodzą z nauczycielem gdy znajdą w tłumie swojego rodzica pokazują go i wtedy mogą do niego iść. Dzieci mogą wracać do domu same gdy skończą dwanaście lat, to zupełnie inaczej niż w Polsce i trzeba się do tego przyzwyczaić. Inną różnicą jest to, że do klasy 6 czyli do wieku 11 lat- dzieci mają tylko jednego nauczyciela, który uczy wszystkich przedmiotów, nauczyciel ma swojego asystenta, który mu pomaga podczas lekcji. Klasy mają po około 30 osób. W wieku dwunastu lat dzieci zmieniają szkołę, którą zwykle wybierają w październiku wypełniając formularz na którym mogą podać trzy szkoły z okolicy, wyniki do jakiej szkoły zostało przypisane dziecko otrzymuje się w marcu- u nas w tym roku zmienia szkołę Kornelia. Dzieci pod koniec szóstej klasy zdają egzamin SAT-s, który pomaga w przydzielaniu dzieci do klas w klasie siódmej i wtedy dopiero dzieci mają różnych nauczycieli do różnych przedmiotów.  To duża zmiana dla dzieci, ponieważ w szkołach są różne budynki do poszczególnych przedmiotów i dzieci muszą się w nich odnaleźć. To na razie tyle o edukacji w Anglii, przejdźmy do mojego siedmiolatka i tego co robimy w domu po lekcjach. Przede wszystkim dalej chodzimy na zajęcia z wspinaczki, które bardzo podobają się moim dzieciom.

 Kolejną rzeczą jaką robimy w domu to ćwiczenia z matematyki, nadal korzystamy z mathletics – który naprawdę bardzo lubimy, robimy na nim około 2000 punktów w tygodniu, jest on bardzo dobry do powtórek. Po za tym gramy w szachy i ostatnio Hubert nauczył się układać sudoku 9x9 – cieszą się bo ja bardzo lubię to robić i widzę że mu się też bardzo spodobało. 



Znalazłam też książkę „Holiday activity  book”, jest w niej mnóstwo ciekawych zadań, które robiliśmy wspólnie z moim siedmiolatkiem. 

 




Mieliśmy też czas na ćwiczenia z czytania: 




Hubert znalazł mój bardzo stary tłumacz i próbował czytać różne wyrazy w sześciu różnych językach.

 


 Poza tym uczyliśmy się wiązać sznurowadła i ćwiczyliśmy przeróżne wzory.

 




 Hubert bardzo chciał namalować drzewo zimowe a ja powycinałam dla niego płatki śniegu a on zrobił z nich obrazek.

 


 Bawił się też styropianem i tworzył z nich różne rzeczy. 

 



Miał też czas na zabawę klockami. 

 

Spędził też sporo czasu grając na tablecie, muszę jednak ograniczyć jemu ten czas, kiedyś byłam bardzo przeciwna temu aby dzieci grały w gry komputerowe, jednak gdy poszły do szkoły to większość dzieci opowiadała w co grają i tak się zaczęło. Teraz gdy widzę jak moje dzieci potrafią spędzać godziny przed komórką przeraża mnie to, pracuję nad tym aby to zmienić i podziwiam rodziców, którzy potrafią w świecie w którym komputery, tablety, komórki są na wyciągnięcie ręki twardo powiedzieć NIE. 

Tak nam mijał początek października, mam nadzieję, że na kolejny wpis znajdę wcześniej czas, życzę miłego weekendu!